Free Online Games - Free online games including adventure, board, and puzzle games.
Parana - fragment z życia Wielkiej Rzeki
Zagłosuj na tę publikację | Zasady konkursu | Wersja do druku
Parana jest rodzaju męskiego, po hiszpańsku mówi się: El Paraná, ten Parana. Jej imię w języku guaranà oznacza Krewny Morza. Jest to rzeka ogromna - rozlana tam, u góry, w prowincji Corrientes, na 3-4 km szerokości. W końcu jest to szósta rzeka świata! Dłuższa niż Huangho, Kongo, czy Mekong. Ma ponad 4700 km długości. Do tego jest to istny labirynt wysp i wysepek, plątanina rozlewisk, które zmieniają się w zależności od pory roku. Jest to też królestwo wielkich ryb. Poniosła nas na Paranę książka Wiktora Ostrowskiego "Życie Wielkiej Rzeki". Od podstawówki pamiętamy jego opisy walki z "Tygrysem Parany" - dziką i szaloną, walczącą bez wytchnienia w wodzie i w powietrzu złotą rybą - el dorado. Guaranie też ją szanowali - mówili o niej z respektem: pirayú, Ryba Macho, Ryba Wojownik. Parana to też królestwo ptaków i zwierząt. Oraz piranii, ryby sławnej, ale za łatwej do łowienia. I wszechobecnej - niczym chwast. Porządny wędkarz nią gardzi i od niej ucieka - jest to ryba w sam raz dla dzieci, w sam raz do nauki wędkowania. Chcemy wam pokazać fragment z życia tej Wielkiej Rzeki, prezentując także parę zdjęć z rodzinnego albumu.
Wodospady zaczęły formować się ok. 200 mln. lat temu podczas rozdzielenia kontynentów Ameryki Południowej i Afryki. My przybyliśmy do Foz do Iguasu znacznie później i zatrzymaliśmy się w schronisku młodzieżowym. Na zwiedzanie okolicy mieliśmy przeznaczone 2 dni i o mały włos nie zdążylibyśmy na bus do wodospadów ponieważ nasz autokar miał w nocy niewielką kolizję i był przez to dość znacznie opóźniony. Na domiar złego, policjant przybyły na miejsce zdarzenia, zamiast zająć się swoimi obowiązkami wolał flirtować z młodymi pasażerkami autobusu... ech, ci Brazylijczycy...
Ale wracając do wodospadu... To niezwykłe dzieło natury można oglądać zarówno z bliska od strony argentyńskiej, jak i z daleka od strony brazylijskiej. Jednodniowy pobyt w Argentynie nie wymaga wizy więc bez problemu busik przewiózł nas przez granicę i mogliśmy znaleźć się w samym sercu żywiołu.